Twierdza Osowiec

Twierdza Osowiec

wtorek, 8 września 2015

Trzebiatów – miasto na jedno popołudnie

Jeśli Paczków bywa nazywany polskim Carcassonne, to Trzebiatów mógłby być Carcassonne zachodniopomorskim, a to za sprawą średniowiecznych murów miejskich. Fakt, zachodniopomorskie Carcassonne brzmi trochę kpiarsko – jak powiatowy Casanova. Ale nie ma w moich słowach nic dla Trzebiatowa obraźliwego. Lubię takie miasteczka, nadszarpnięte zepsutym zębem czasu, takie do których wpada się na jedno popołudnie będąc przejazdem w trasie i wyjeżdża się oszołomionym, że toto jeszcze stoi. A to dziś tutaj opisywane stoi już całkiem długo, od XI wieku, więc warto temu staruszkowi poświęcić chwilę uwagi. 

Trzebiatów powoli odsłania swe uroki
Rynek
Jestem entuzjastką Trzebiatowa. Może w mniejszym stopniu Rynku, który trochę pstrokacieje ratuszem. Ale im dalej od niego, tym ciekawiej. Gotycki kościół, którego wieża dominuje w miejskiej panoramie, boczne uliczki (szczególnie te bliżej Regi) i mury miejskie pokrywa patyna lat. Waląca się kamienica, dziwaczne dobudówki, łąka po której hasają psy w środku miasteczka – w dużym mieście nazwano by to kwartałem wstydu. A tutaj jakoś to nie razi, raczej daje asumpt do rozmyślań o wojennych losach tych terenów.

Trzebiatowski Rynek
Kwartał wstydu czy urocza łączka?
Jedna z uliczek przy murach miejskich
Okazałe kamienice, których w Trzebiatowie jest dość sporo, noszą ślady przeszłości – napisy nie tylko z czasów PRL, ale i niemieckie przebijają się spod wciąż warstw łuszczącej się farby.

Kamienice przy Rynku
Inny świat nieopodal Rynku
Dziesiątki warstw farby, a pod nimi...
...kolejne ślady przeszłości
Jedną z kamienic, którą Trzebiatów się szczyci, zdobi sgrafitto przedstawiające słonia. Ponoć zostało wykonane w 1635 roku, choć jak się patrzy na pozostałe elewacje kamienicy to trudno w to uwierzyć;)

Chluba Trzebiatowa, sgrafitto ze słoniem
Idziemy wzdłuż średniowiecznych miejskich murów, mijając kwartały wstydu – przepraszam – urocze łączki, skręcamy w ul. Mostową i wreszcie jest. Mój osobisty przebój Trzebiatowa. Kamienny secesyjny most z 1905 roku. Zabytek zdobią rzeźby ryb oraz stylowe poręcze... aż dziwne, że zachowały się do dzisiaj. Przypomina mi paryskie mosty. Choć pod nim nie przepływa Sekwana, a Rega i na samą myśl o zestawieniu tutejszego muzeum z Luwrem chichoczę, to tutaj i tak jest uroczo. 
Gdzie nowe łączy się ze starym
Malownicze widoki z mostu na Młynówce
Secesyjny most na Redze
Oryginalne barierki
Złota rybka trzebiatowska?
I dwie następne
Jeszcze kilka trzebiatowskich miejsc zostało nam do odkrycia, więc na pewno wrócimy do zachodniopomorskiego Carcassone :)

poniedziałek, 7 września 2015

Trzy nieoczywiste podlaskie atrakcje

Jeśli Podlasie turystyczne i wakacyjne to Augustów, Suwałki, Bohoniki, Kruszyniany, Białowieża, puszcze i jeziorne szlaki wszystko zatłoczone i gwarne, to Podlasie spokojne, kameralne, weekendowe to bakałarzewskie bunkry, urokliwy cmentarz wojenny i widoki z radarem NATO w tle.

Skansen Fortyfikacji Prus Wschodnich w Bakałarzewie to atrakcja nie tylko dla tych, którzy z politowaniem patrzą na kogoś, kto mówi moro i z wyższością poprawiają, że to flecktarn, multicam, woodland, cadpat  czy jeszcze inny wynalazek wojskowej myśli technicznej ;)

Kopuła schronu

Widok na Bakałarzewo

Skansen Fortyfikacji Prus Wschodnich
Zrekonstruowane wnętrze schronu typu Regelbau 113d (dwukondygnacyjny schron bojowy z kopułą pancerną) zrobi wrażenie nawet na tych, którzy jednak zostają przy moro. Właściciel schronu, prawdziwy pasjonat, wyposażył obiekt w wiele oryginalnych elementów, o których zajmująco opowiada każdemu zainteresowanemu. Niedaleko od tego schronu znajdują się kolejne, stanowiące punkt oporu Mazurskiej Pozycji Granicznej, warto do nich zajrzeć i przejść tunelem między schronem drużyny piechoty a schronem dla obserwatora artylerii. Oczywiście, jak zawsze przy takich atrakcjach przydadzą się latarki. Uważajcie na elektrycznego pastucha, który zainstalowany jest na wzgórzach, drut najczęściej wisi nisko, ale nie zawsze dobrze go widać. Tutaj znajdziecie informacje o zwiedzaniu schronu.

Cmentarz w Dubeninkach
Cmentarz w Dubeninkach
Cmentarz w Dubeninkach
Nawet jeśli nie interesujecie się historią, to warto zajrzeć przynajmniej na jeden cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej, ponieważ to przykład wyjątkowo starannego założenia cmentarnego. Ten w miejscowości Dubeninki jest położony przy głównej drodze z Goładpi (nr 651) i nie sposób go ominąć. Ze słynnych Stańczyków do Dubeninek jest tylko ok. 5 km i warto nadłożyć ten kawałek, jeśli jedziecie z południa lub wschodu. Cmentarz położony jest na niewielkim wzgórzu, z którego rozciąga się piękna panorama Dubeninek, składa się z części centralnej w formie okręgi oraz dwóch elipsoidalnych tarasów. Jest na nim pochowanych 167 żołnierzy niemieckich i rosyjskich, którzy zginęli podczas walk w okolicach wsi w latach 1914-1918.

Suwalski obrazek

Odwiedzanie Suwalskiego Parku Krajobrazowego może jest i banalne, ale jest miejsce, leżące w jego otulinie, ciche i bardzo spokojne, w którym można podziwiać uroki suwalskiej przyrody bez tłumów turystów,  tłoczących się przy punktach widokowych wzdłuż głównych dróg. Okolice wsi Leszczewo i Wołownia są niezwykle malownicze, wręcz wymarzone jako plener fotograficzny. Można nawet dojrzeć między wzgórzami... radar NATO w niedalekiej Przejmie Wielkiej.

Kolejny suwalski obrazek
...jeszcze jeden...
... i jeszcze jeden (z radarem NATO w tle).





piątek, 4 września 2015

Trzy budynki dla których warto odwiedzić Augustów

Jeśli czytacie tego bloga, to zapewne wolicie Chełmno od Zakopanego, Zamość od Mielna...ups, o mało co bym nie napisała, że sushi od barszczu, ale to już trąci banałem. A poza tym bardzo lubię barszcz :) Jedno jest pewne nie marzycie o wyjeździe do Augustowa w środku sezonu turystycznego. Szczególnie jeśli wycieczka miałaby polegać na spacerach po mieście, lawirowaniu między stoiskami z watą cukrową, kiełbaskami, tanią książką i fosforyzującymi bransoletkami, o których to marzy każda siedmiolatka. Dla wodniaków to obowiązkowa, za przeproszeniem, miejscówka podlaska, ale dla turystów lubiących ciszę i spokój już nie. Chyba że chcą zobaczyć trzy budynki, które mogą być wizytówką eleganckiego Augustowa wtedy można przecierpieć wrzask, tandetę i kakofonię osiemnastu różnych melodii, których dźwięki dobiegają z okolicznych knajp.


Wizytę w Augustowie trzeba dobrze zaplanować :)

Po pierwsze: Restauracja Albatros (ul. Mostowa 3)

Tak, to ten lokal znany na całą Polskę, rozsławiony piosenką znacie? To posłuchajcie. Choć może akurat nie tutaj i nie teraz. To po prostu  kawał dobrej architektury, która przetrwała próbę czasu. Onegdaj (w latach 60.) była to najnowocześniejsza restauracja i kawiarnia na Podlasiu. W latach 90. przeszła modernizację, ale zamysł architekta nadal jest czytelny, a fantazyjny neon wciąż zdobi fasadę budynku. Na marginesie w Albastrosie można smacznie zjeść. Na pewno ten temat powróci na blogu.

Albatros pyszni się przy głównej ulicy Augustowa
Charakterystyczny neon wciąż na swoim miejscu

Po drugie: Budynek Zarządu Portu Wodnego (ul. 19 listopada 5)
Ten pięknie odnowiony pałacyk z 1903r. położony jest tuż w przy Kanale Augustowskim. Wybudowany w eklektycznym stylu, oddzielony od ulicy niewielkim parkiem, wydaje się z dezaprobatą popatrywać na pobliskie pobrzeże upstrzone parasolami, reklamami, żubrami z puszczy i z plastiku. Pięknie się prezentuje w zachodzącym słońcu, prawie jak siedziba ziemiańskiej szlachty.

Budynek Zarządu Portu Wodnego...
...i park go otaczający
Po trzecie: Oficerski Yacht Club (ul. Wyszyńskiego 1)


Modernistyczna perełka, o której Gdynia, reklamująca się jako miasto z marzeń, morza i modernizmu, mogłaby tylko marzyć. Położony na półwyspie,  zachwycający rozmachem obiekt mógłby posłużyć jako plan zdjęciowy do filmu o elitach II RP, tym bardziej, że bywał tam m.in. Walery Sławek i Edward-Rydz Śmigły. Ach, gdyby tylko zdemontować te kilka kolumienek... można by przymknąć oczy i przenieść się w czasie na międzywojenny dancing.

Yacht Club od strony jeziora
Kolumienki. Zaraz jakoś bardziej swojsko;P
 
A może jest w Augustowie coś równie zachwycającego co te trzy budynki? Jeśli znacie taki obiekt, napiszcie.


Krynki – tak czy nie?

Dziś kilka słów o trochę zapomnianym podlaskim miasteczku, które wielu turystów omija. Czy słusznie? Spójrzmy. Krynki to niewielkie miasto, w którym przed I wojną światową 90% mieszkańców stanowili Żydzi i to, co tutaj najciekawsze wiąże się z ich osadnictwem. Dwie synagogi (czy raczej to, co z nich zostało) i największy na białostocczyźnie cmentarz żydowski z ponad trzema tysiącami nagrobków to miejsca, które mocno zapadają w pamięć. Tym bardziej, że według informacji umieszczonej na jednej z tablic w synagodze Kaukaski Beth Midrasz, w Krynkach nie mieszka obecnie żaden Żyd...

Cmentarz żydowski (kirkut) w Krynkach

Cmentarz (kirkut) położony jest przy ul. Zaułek Zagumienny. Nie jest łatwo go znaleźć, choćby z tego względu, że tablica, na której prawdopodobnie był plan cmentarza wyblakła tak, że mogę tylko domniemywać czego dotyczy. Polecam przejście ok. 100 m. ścieżką po lewej stronie od tablicy i skręcenie w prawo. Fragment starego cmentarza za tablicą jest trudno dostępny, bo porastają go gęste krzewy, zresztą znajdziecie tam niewiele macew. To, co widzicie na moich zdjęciach to dalsza kwatera. Ilość nagrobków skłania do rozmyślań nad tym, jak ludnym i gwarnym miastem musiały być Krynki w ubiegłych wiekach.

Cmentarz żydowski (kirkut) w Krynkach
Cmentarz żydowski (kirkut) w Krynkach
Cmentarz żydowski (kirkut) w Krynkach
Dwie synagogi (Kaukaski Beth Midrasz na ul. Grodzieńskiej 7 oraz Słonimskich Chasydów na ul. Czystej 10) mogą służyć jako plan filmu dokumentalnego pt. Studium rozkładu. W Beth Midrasz działa, co prawda, Gminny Ośrodek Kultury, więc wydaje się, że są przeprowadzane bieżące prace budowlane, które zabezpieczą budynek przed działaniem czasu, ale już stan Synagogi Słonimskich Chasydów budzi obawy. W dawnym miejscu modlitw mieszkańców miasteczka mieści się obecnie magazyn. 

Synagoga Kaukaski Beth Midrasz
Synagoga Słonimskich Chasydów
Jeśli z czegoś jeszcze Krynki słyną, to z ronda, od którego promieniście odchodzi aż 12 ulic. Ponoć to polski rekord, a podobne rozwiązanie drogowe znajdziecie tylko w... Paryżu.

Słynne rondo w Krynkach
Warto odwiedzić Krynki? Zdecydowanie tak, choć w gruncie rzeczy jest to dość przygnębiające miejsce. Ma się wrażenie, że wciąż, mimo wysiłków lokalnej społeczności, tkwi w niebycie, rozdarte między przeszłością, której wielu nie rozumie, a niepewną przyszłością. Najwidoczniejszym tego znakiem jest  XIX- wieczna synagoga zamieniona na magazyn, zapomniana, niszczejąca z dnia na dzień.

Jeśli byliście w Krynkach, napiszcie. Ciekawa jestem Waszych wrażeń z tego specyficznego miejsca. A może ktoś wie, co dokładnie znajduje się na wyblakłej tablicy przy cmentarzu? Na razie pozostaje to dla mnie największą tajemnicą Krynek ;)








środa, 2 września 2015

Pięć rad dla odwiedzających Bohoniki i Kruszyniany



Bohoniki i Kruszyniany to dwie nazwy podlaskich wiosek, które znajdziecie w każdym przewodniku po tym regionie. Wszystko za sprawą mniejszości tatarskiej, osiedlonej tutaj w XVII wieku, dziś nadal kultywującej swoje tradycje. W obu miejscowościach są piękne meczety, które opisano już na dziesiątkach portali i blogach, więc ja skupię się oczywiście na marginaliach. Ale zanim przeczytacie moje pięć krótkich rad dla odwiedzających te dwie słynne wsie, popatrzcie co Was czeka na tatarskim szlaku.

Widok na meczet w Bohonikach
Meczet w Bohonikach
Wnętrze meczetu w Bohonikach
Prawdziwie podlaski krajobraz w Bohonikach
Meczet w Kruszynianach
Meczet w Kruszynianach

Subiektywnie i z przymrużeniem oka podpowiadam:

1.   Najlepsze jedzenie w Bohonikach znajdziecie w tatarskiej restauracji prawie na przeciwko meczetu.  Bohoniki są tak małe, że znajdziecie ją bez problemu. Niedrogo i pysznie. Pieróg drożdżowy był delikatny, chrupiący na zewnątrz, nadzienie oryginalnie doprawione, ale to pierekaczewnik urzekł nas rozpływającym się w ustach ciastem i indyczym mięsem. Jedna z najlepszych rzeczy, jeśli nie najlepsza, jaką zdarzyło mi się smakować na Podlasiu.

Pierekaczewnik palce lizać!
Pieróg drożdżowy z mięsem
2.    W Kruszynianach koniecznie zajrzyjcie na muzułmański cmentarz (mizar) położony w lesie powyżej meczetu. Ma wyjątkowy klimat, a turyści często go omijają. Znajdziecie na nim nagrobki nawet sprzed trzech wieków. 

Mizar w Kruszynianach
Mizar w Kruszynianach
Mizar w Kruszynianach

3.   Macie ochotę spróbować tatarskiego jadła w Kruszynianach? Nie poleciłabym szeroko reklamowanej Tatarskiej Jurty. Skusiliśmy się na kartoflaniki (pierogi z ziemniakami, cebulą, pietruszką) oraz czebureka (pieróg z mięsem smażony na głębokim tłuszczu). Żadna z potraw nas nie zachwyciła. Porcje nieduże, tym bardziej jak na cenę znacznie wyższą niż w Bohonikach. Doradzam raczej wizytę w którymś z mniejszych kulinarnych przybytków położonych kilkaset metrów dalej od meczetu, tam także można skosztować tatarskich specjałów.

4.      Pamiętajcie, że do głównych izb w obu meczetach można wejść tylko boso, buty zostawia się w przedsionku. W środku letniego sezonu sandałowego warto mieć ze sobą parę skarpetek ;)

5.  Unikajcie wjazdu do Kruszynian od strony drogi nr 65 przez Łużany. Nas niestety solidnie wytrzęsło na tej nierównej drodze gruntowej, ale auto zaliczyło ten odcinek specjalny naszego Tour de Podlasie bez szwanku.
 
Dajcie, proszę, znać jeśli moje podpowiedzi będą dla Was przydatne. 

wtorek, 1 września 2015

Gdańsk stoczniowy

Miał być ciąg dalszy podlaskich postów, ale koniec sierpnia przypomniał mi zeszłoroczne otwarcie Europejskiego Centrum Solidarności oraz spacer po Stoczni Gdańskiej. Miejsca, które jest sercem mojego miasta nie mogło tutaj zabraknąć, więc dziś kilka słów i kilka zdjęć stoczniowych. Tym bardziej, że ECS to wybitna architektura, budynek który nadal budzi w Gdańsku kontrowersje. Dla tych, którzy krytykują bryłę obiektu mam jedną radę – niech wejdą do środka. Spora grupa ludzi, którzy uważają Centrum za blaszane dziwactwo nie była wewnątrz, a tam dopiero można w pełni zrozumieć koncepcję architekta. I oczywiście obejrzeć wystawę poświęconą dziejom Solidarności.

Fasada ECS

Widok na salę im. Jana Pawła II w ECS

Moja opinia o ECS? Architektura wysokiej klasy, nowoczesna wystawa stała, widzę tylko jedna wadę – trochę zbyt drogie bilety (17 zł za normalny). Za zwiedzanie wystaw czasowych opłata jest niższa, a niektóre bywają naprawdę dobre. Do 10 września można oglądać '45. Koniec wojny w 45 eksponatach. Bardzo polecam, wystawa niewielka, ale gromadząca mocno wbijające się w pamięć eksponaty z powstającego Muzeum II Wojny Światowej.

Plac Trzech Krzyży
Widok na fasadę ECS
Wystawa stała w ECS
Wystawa stała w ECS
Wystawa stała w ECS
Wystawa stała w ECS
Widok na Plac Trzech Krzyży
Kiedy będziecie planować wizytę w ECS, to zajrzyjcie na stronę www Centrum. W budynku ma miejsce wiele wydarzeń – spotkań, dyskusji, projekcji filmów, prowadzone są warsztaty historyczne. Jest nawet Wydział Zabaw dla najmłodszych, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie. Polecam dojazd na miejsce komunikacją miejską, bo parking przy budynku mieści niezbyt dużą liczbę samochodów.

Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej
Stoczniowe widoki
Stoczniowe widoki

Spacery po Stoczni Gdańskiej organizuje Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku w ramach projektu Metropolitanka. To pomysł na ciekawe spędzenie popołudnia nie tylko w sezonie turystycznym. We wrześniu odbędzie się kilkanaście spacerów w dniach: 2, 4, 9, 11, 16, 18, 23, 25, 30. Więcej szczegółów. Trasa wiedzie przez ogólnodostępne tereny Stoczni, ale warto skorzystać z oferty IKM i wybrać się na spacer z przewodniczką ponieważ pokazuje ona to miejsce z punktu widzenia historii stoczniowych kobiet.